top of page
IMG_3166.JPG
IMG_3168.JPG

Centrum Świata i bardzo jadowite węże morskie. 

​

Wolny weekend i jakieś zamieszanie z zasięgiem komórek. Więc mogę zniknąć. Jadę na drugi koniec Wyspy. Wyspa to po prostu szczyt ogromnego wulkanu, który wystaje trochę ponad powierzchnię oceanu. Są dwie drogi - jedna wokół wulkanu i wybrzeża całej wyspy, a druga przez martwy wierzchołek wulkanu, w poprzek. Pod górkę, potem w chmurach i potem z górki. Więc jadę w poprzek, bo tak już mam. Druga strona Wyspy jest mało zaludniona. To niesamowite, ale będąc na dosłownym Końcu Świata i na środku oceanu, można posunąć się jeszcze dalej i dotrzeć na koniec takiej Wyspy.

 

A tam żyje kobieta, którą w końcu chciałem poznać. Mieszka w osadzie na drugim końcu Wyspy na Końcu Świata. Wcześniej tylko wymieniliśmy wrogie spojrzenia. Mijałem ją parę razy, ale dopiero dziś postanowiłem zagadać. Sprawia wrażenie niedorozwiniętej lub dotkniętej czymś podobnym. Gadamy sobie, że nigdy w swoim życiu nie opuściła tej małej osady na końcu Wyspy na Końcu Świata. Ani na chwilę. Pyta się mnie, co mnie sprowadza do tego Centrum Świata. A ja na to, jakiego Centrum Świata. Odpowiada, że właśnie jestem w Centrum Świata, że przybyłem z jakiegoś zadupia, i dalej nalega, żebym powiedział, co mnie sprowadza z tego mojego europejskiego zadupia, to tego Centrum Świata na końcu Wyspy na Końcu Świata. Naprawdę nigdy nie opuściła tej osady - myślę sobie. Jestem pod wrażeniem, więc mówię, że przybyłem do Centrum Świata po jej błogosławieństwo. Spojrzała na mnie z pogardą i poszła do domu. 

​

Pojechałem na plażę na końcu Wyspy na Końcu Świata. Dwa kilometry od brzegu i dziesięć kilometrów od horyzontu przebiega linia zmiany daty. Ooo! Tam! Pokazuję sobie palcem, bo nawet nie ma z kim pogadać. Granica Końca Świata, za którą dziś jest jeszcze wczoraj o tej samej godzinie. 

​

Chciałem pooglądać te rafy od środka, więc  zabrałem ze sobą zestaw do snorkelingu. Kupiłem niedawno i chciałem sprawdzić, czy zadziała. Gogle, rurka do wdechów i płetwy. Wyglądam jak po samouszkodzeniu młotkiem, ale nikt nie patrzy więc jest ok. Wchodzę do wody i nic, okazuje się, że jestem za chudy, żeby zanurkować i tę rafę od środka pooglądać. Unoszę się na wodzie jak słomka. Może jak zrobię porządny wydech to się zanurzę? Więc wydech, wydycham i zmuszam głowę do zanurkowania, udało się, mam głowę pod wodą, jakieś korale i bum! Wielki kolorowy wąż morski. Jakieś pół metra od mojego nosa w goglach. Wiem, co to i od razu, że tylko mnie taki pech mógł spotkać. Ukąszenie to kilka minut życia i po wszystkim. I dlaczego mnie musiało się to przytrafić? Dlaczego wąż, a nie jakaś kolorowa rybka? Na samym środku Pacyfiku, na końcu Wyspy na Końcu Świata, podczas jednej, jedynej i na pewno ostatniej próby włożenia głowy pod wodę, żeby zobaczyć rafę koralową od środka, w durnych płetwach, w głupich goglach i z jakąś rurką, przez którą z przerażenia mogłem wyrzygać? Sprawdzam, czy nie zesrałem się ze strachu w kąpielówki, ale na szczęście byłem na waleta, więc żaden kłopot. Dlaczego mnie miało się to przytrafić? Mam dość tej plaży, zwijam się. Pacjenci, którzy tu przychodzą nurkować mają rację, rafy koralowe to fotomontaż.

 

Wracam na kampus. Po drodze mijam tę samą kobietę. Stoi przy drodze i śmieje się ze mnie, kiedy ją mijam. Mam dość Końca Świata i jego Centrum. Koralowe węże morskie są mało znane, poza tym, że właśnie ten jeden gatunek jest pięknie ubarwiony. Zaczyna padać, wjeżdżam na szczyt wulkanu ponad chmury. Tutaj jest słońce. Muszę zapalić, bo się zdenerwowałem. Za jakie grzechy tu jestem?

bottom of page