
Wspomnienia
de profundis et non omnis moriar & ku pamięci
"Ladies and gentlemen: the story you are about to hear is true. Only the names have been changed to protect the innocent."
Sponsored and powered by Małostkowość ®
Wspomnienia - praca w toku
Pomieszkuję z seryjnym mordercą. Tak jak przewidywałem - jest fajnie, ale pojawiają się jednak drobne napięcia.
Kiedy Młodszemu Koledze urwał się film, zainteresowanie psychologią, ludzką naturą i rzucił to wszystko w cholerę, zamieszkałem w końcu sam. Nie na długo. Akurat zwolnili z więzienia najbardziej seryjnego mordercę w całej naszej osadzie. Przyleciał specjalną awionetką, bo jest panem na włościach i tradycyjnym liderem plemiona i ziem wokół po horyzontu, za horyzont i potem jeszcze trochę samolotem dwie godziny do najbliższej szosy. Wszystko i wszyscy jego! Poszatkował w kostkę kilka kobiet maczetą, dlatego zamieszka koło mnie. Bo ja nadal mogę, a inni już nie mogą - tak usłyszałem...
Politycznie poprawna terapia
Trzeci rok siedzę na tej Wyspie na Pacyfiku. Śpię na linii zmiany daty, więc większość telefonów przychodzi w nocy jakby we śnie, ale przecież spać nie dają. Jest telefon z Centrali w Ameryce. To pilne - słyszę szefa w słuchawce. Jeden z podopiecznych to Afroamerykanin, nastolatek, znany raper. Matka to czarnoskóra profesor prawa UCLA i działaczka Black Lives Matter. Od czasu, kiedy na rapie zaczął zarabiać więcej od matki, ta zaniepokoiła się oczywiście jego zdrowiem psychicznym. Kokaina to nic, w końcu ma ADHD więc to naturalne i prawie organiczne lekarstwo. Ale heroina jest jednak za bardzo organiczna. Więc wysyła go na przymusowe leczenie do nas na Wyspę...
Centrum Świata i bardzo jadowite węże morskie
Wolny weekend i jakieś zamieszanie z zasięgiem komórek. Więc mogę zniknąć. Jadę na drugi koniec Wyspy. Wyspa to po prostu szczyt ogromnego wulkanu, który wystaje trochę ponad powierzchnię oceanu. Są dwie drogi - jedna wokół wulkanu i wybrzeża całej wyspy, a druga przez martwy wierzchołek wulkanu, w poprzek. Pod górkę, potem w chmurach i potem z górki. Więc jadę w poprzek, bo tak już mam. Druga strona Wyspy jest mało zaludniona. To niesamowite, ale będąc na dosłownym Końcu Świata i na środku oceanu, można posunąć się jeszcze dalej i dotrzeć na odludny koniec takiej Wyspy...
Mój Jedyny Narcyz
Zaburzenia osobowości narcystycznej widzi każdy wszędzie. Podobno, bo ja w ogóle nie widzę, a statystyki diagnostyczne w sumie utwierdzają mnie w moich obserwacjach. Tacy kliniczni narcyzi zdarzają się wyjątkowo rzadko. A żeby jeszcze zgłaszali się do psychologów, to w ogóle już kupy się nie trzyma. Tak rzadko, że w sumie przeciętny terapeuta, który wymądrza się o nich w mediach społecznościowych raczej nie miał szansy spotkać ani jednego. Za to ich ofiary są wszędzie. Bardzo narzekają, ja nie mam na co, więc zachowuję pogodę ducha...
Po 20 latach szczytuję z transseksualistami, potem mam bardzo długi okres refrakcji i tak mi zostało. Już nigdy więcej nie pomogę żadnemu transseksualiście. O takim prawdziwym i takim tylko neuroróźnorodnym, pretensjonalnym autyzmie oraz o Stosowanej Analizie Zachowania.
Jestem szczodry i dobroduszny. Przede wszystkim głupi i naiwny a przy tym uparty. Więc daję darmowe zaświadczenia na rentę inwalidzką. Większość moich po fachu kasuje jakieś tysiąc baksów za taki raport. I jeszcze każą dopłacać z ubezpieczenia. Ja za to przekonuję pacjentów, że już swoje zapłacili w składkach zdrowotnych i że im się należy w ramach zwykłego ubezpieczenia. Potem czuję się trochę nieswojo, coś między samogwałtem i ciężkim zatruciem...
W Hongkongu poznaję Fajnych Chłopaków w na hotelowym basenie i zapraszają mnie na Muzealne Safari po Europie i potem Nowy Jork.
Czuję do razu, że coś jest nie tak, więc pytam, czy chodzi o muzea czy galerie. Nie lubię staroci, więc muszę wiedzieć na pewno. Śmieją się ze mnie, i że żal im mnie, że taki głupiutki jestem - mówią. Jest mi przykro, ale wiem, że to nieprawda. Azjatom nigdy nie żal nikogo. Już tak mają. Z tym żalem to taki związek frazeologiczny po angielsku, nauczyli się, że dopieka, więc powtarzają tak z cyniczną pasją...
Sprawozdanie z dorocznego kongresu psychologicznego i obowiązkowego
Umiejętność łączenie przyjemnego z pożytecznym, a raczej obowiązkowym to coś, ze co bardzo siebie cenię. Obowiązkowe są kongresy. Darmowa wyżerka to przyjemność. Idę do szefowej, że muszę jechać, że muszę zjeść w końcu coś dobrego, a nie ten busz i puszki. Zawsze marudzi, ale płaci, więc ją rozumiem. Porozumienie ze mną kosztuje. Dostaję płatny urlop i mam zabrać Młodszego Kolegę. Ostatnio pomarkotniał na naszym zadupiu w buszu. Przychodzi czas, jedziemy...
Kolejne sprawozdanie z dorocznego kongresu psychologicznego i obowiązkowego
Tym razem jadę sam, bo rozprasza mnie towarzystwo przy bufetach śniadaniowych w hotelach. Sprawdzałem i to jednak nie dla mnie. W tym akurat hotelu na dodatek mają bardzo małe talerze, więc wybory trzeba przemyśleć, albo chodzić w tę i nazad, co niszczy atmosferę. Za to mają morning mimozę, którą wszystkich polewają. Nie chcę uronić ani kropelki. Wprowadzam się w kongresowy nastrój i idę na otwarcie.
Przezornie i odpowiednio dla wieku siadam w ostatnim rzędzie. Dosiada się do mnie pani psycholog, profesor specjalizująca się w seryjnych podpalaczach. Jestem wstrząśnięty zbiegiem okoliczności, bo akurat mam zapalniczkę i motyw. Pytam, czy mogłaby coś pokazać, zaprezentować, że moglibyśmy wyjść na zewnątrz, albo chociaż coś małego w lobby, że mogłaby się pochwalić, ale mówi, że musi tu być, bo to czyjeś prezentacje doktoranckie...
Międzynarodowy Dzień Osób Niekochanych
Wypatruję w kalendarzu i jak co roku, świętuję z religijnym oddaniem i namaszczeniem. Ściągam z netu Chylińską, może jeszcze Łzy “Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka” czasem “Zabij się, nikt nie lubi tutaj cię”, tak, dla podkręcenia atmosfery, kiedy się nie klei. Takie kolędy i folklor okolicznościowy. Zamiast sianka pod obrusem po prostu wkładam siano, żeby rosło na moim nieszczęściu i przyniosło szczęście w czarnej godzinie...
Zamieszki polityczne w Hongkongu. Poznaję Pana Mariuszka i potem jestem cały ufajdany we krwi.
Gdzie pojadę, tam zawsze ludzie chcą mnie poznać “za kimś takim, jak ja”. Przynajmniej obiecują mi, a potem nic z tego nie wychodzi. Raz skończyłem w klubie polonijnym na Tasmanii jedząc kapustę kiszoną i pijąc żołądkową gorzką. Była rozwodniona, co za desperacja. Poza tym wszyscy odpadli po kilku kielonkach, więc jadłem tę kapustę sam. Polacy wcale nie są podobni do siebie.
Dwoje psychoterapeutów okłada się po ryjach i nagrywają się w przerwach. Ja też nagrywam, bo czuję się odpowiedzialny za nastroje społeczne na YouTube i szefowa tak kazała.
Do naszej osady w buszu przyjechało dwoje nowych terapeutów. Nie przyjechało, ale przyleciało, jesteśmy dwie godziny awionetką od najbliższej szosy.
Jedna jest maoryską, właśnie wyleczyła się z uzależnienia od kasyn, ale dług pozostał, więc wróciła do pracy. Wybrała wielkoduszną ścieżkę pomocy innym w niedolach zdrowia psychicznego. Drugi to koleś o niewyjaśnionym pochodzeniu etnicznym, ale dla zachowania spójności wizerunku własnego przedstawia się jako post-postmodernistyczny terapeuta. Zanim nie przytył, zajmował się boksem. Ale jestem niemal pewien, że tylko oglądaniem. Będzie się działo - już wiem...
Największa pomyłka w moim życiu. Wyjeżdżając z Polski wpadam z deszczu pod rynnę.
Do Australii przez Amerykę i Pacyfik. Część 1.
20 lat temu jako naiwny psycholog myślałem, że stereotypy są niesprawiedliwe i przerysowane. Myślałem, że stereotypy krążące o Australii, jej pedofilach i pederastach to właśnie kolejny niesprawiedliwy stereotyp. Okazało się, że to było niedoszacowanie. Stereotypy to po prostu suma doświadczeń. Prawdziwych. Wato im ufać...
Polska psychologia w buduarze. O poronionym poczęciu mitów założycielskich kilku towarzystw terapeutycznych. Przyglądam się z bliska, w sypialni i tchu nie mogę złapać z wrażenia, taki młody jestem.
Wspomnienie w przygotowaniu
Dowiaduję się, że jestem męską szowinistyczną świnią. Jestem zachwycony, ale jestem w pracy, więc muszę powiedzieć, że wypraszam sobie.
Dostaję do pracy kolejną rodzinę lesbijek i jedno dziecko. Chłopak ma 16 lat więc prawie nie-dziecko. Jestem zachwycony, bo tacy rodzice będą online i na odległość...
Invasive Species.
Z Australii donikąd.
Część 2.
Jadę na kolejny coroczny krajowy kongres psychologiczny. Tym razem będzie o problemach etycznych w praktyce klinicznej. Ludzie będą się prężyć i rozciągać w najlepszych intencjach i jeszcze lepszych wynikach. Pierwszy warsztat: starszy pan w smutnym wdzianku i za smutną twarzą dzieli się swoimi dylematami “doświadczonego klinicysty”...
O tym, że pomaganie jest chwalebne do tego stopnia, że najczęściej nie pomaga.
O ludziach, którzy wielokrotnie mi pomogli, ale najpierw doprowadzili do sytuacji, w której tej pomocy wymagałem. Pewnie tak na wszelki wypadek.
Wspomnienie w przygotowaniu
Non omnis moriar. Ale cały za to. O rodzinnej tradycji skrupulatnej archiwizacji wszystkiego. Z perspektywy syna wyrodnego.
Wspomnienie w przygotowaniu
O zgubnych skutkach słuchania rad tych, którzy nie mieli okazji ich zastosować.
Wspomnienie w przygotowaniu
Poznaję dorosłe dzieci psychologów. Całą kolekcję. To gorsze niż Dorosłe Dzieci Alkoholików, bo rodzice rzadko piją.
Jak do tego mogło dojść? Gdzie była opieka społeczna i policja?
Wspomnienie w przygotowaniu
Syn jakiegoś gubernatora z Kuala Lumpur twierdzi, że jestem nudny, ale potem znajduję pocieszenie w basenie z turystami z Japonii. Mszczę się podczas krótkiej wizyty w Paryżu.
Wspomnienie w przygotowaniu
Niepokoje nocne. Jest ciemno, mało widzę i bez perspektyw na przyszłość, więc martwię się niepotrzebnie.
Wspomnienie w przygotowaniu
O depresji. Radość w domu i w zagrodzie. Sensy życia.
O utracie nadziei, której matką jest głupota. I że przekonuję się o tym wielokrotnie. Z uporem maniaka.
Wspomnienie w przygotowaniu
Odwiedzam regularnie warszawski Pekin na Pradze - najpierw sypialnię guru polskiej psychiatrii ADHD, a potem lokalnego dilera speeda. Mieszkają na jednej klatce. Kto by pomyślał.
A ja to musiałem nie tylko pomyśleć ale i pojąć, porównać i wybrać. Wybór był prosty.
Wspomnienie w przygotowaniu
O pożytkach z robienia scen w hotelach. Aż w końcu koleś mnie zgasił w Bangkoku. Chińscy dentyści są najlepsi.
Wspomnienie w przygotowaniu
Znowu utknąłem w Hongkongu, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Spotkanie na szczycie z Buddą, i od razu odmawiam, bo za dużo schodów i wolę poczekać w Starbucksie.
Wspomnienie w przygotowaniu