
Czytanie w czasach ADHD - problem z nudą i tym, "co autor ma na myśli".
Większość współczesnych czytelników prędzej posądzi się o ADHD niż zgodzi z faktem, że popularne dziś czytadła nie nadają się do czytania i są po prostu niemiłosiernie nudne. W obliczu popularności takich czytadeł jak Tokarczuk, Murakami czy Knausgård wielu onieśmielonych brakiem zaangażowania w takie lektury uzna, że problem leży po stronie ich “układów dopaminowych” lub po prostu braku możliwości “zrozumienia, co autor ma na myśli”. Tymczasem żyjemy w czasach, w których 95% masowo dostępnego tekstu jest stworzona bez większego namysłu po stronie autora, który po prostu nic ciekawego nie miał na myśli. Większość publikacji naukowych to przetrawione przez AI i masowo plagiatowane i sparafrazowane między językami teksty, które o niczym poza akademickim ego autora nie mówią. Do rozwoju nauki wnoszą kilka nazwisk raczej niż idei i rozwiązań. Podobnie w literaturze, którą aż nieswojo nadal nazywać piękną. Popularne dziś pisarstwo odeszło od ciekawej formy i zajmuje się sprzedażą “ciekawych historii”. Amerykańska i angielska proza zawsze miała ambicje do ciekawych historii. W przeciwieństwie do literatury kontynentalnej skoncentrowanej na ciekawej “pięknej” literacko formie. Wchodzę do przeciętnej księgarni w Anglii, Australii czy USA i mam się poddać przekonaniu, że jestem otoczony “ciekawymi historiami”. Akurat! I to jeszcze w moim zawodzie, w którym nasłuchałem się naprawdę ciekawych historii, mam wierzyć wchodząc do księgarni, że jestem otoczony ciekawymi historiami.
Coraz więcej pisarzy ma potrzebę zostania pisarzem, raczej niż pisania. Najpierw skończą Warsztaty Kreatywnego Pisania, a dopiero potem zastanawiają się o czym by tu napisać. Piszą więc z wysiłkiem. Jeszcze większego wysiłku wymaga odczytywanie tych rzekomo ciekawych historii. Wielu współczesnych polskich pisarzy zaczynało od …science-fiction. Bo o sobie ani od siebie nie mieli nic ciekawego do napisania. Poza potrzebą zostania pisarzem. Tokarczuk, Murakami, Knausgård to przewlekłe nudne "ciekawe historie". Peter Handke, Thomas Bernhard, Louis-Ferdinand Céline lub Alain Robbe-Grillet, David Foster Wallace to przymus pisania, bez którego nie da się żyć. To pasja, wielokrotnie powtórzenia, rytm, determinacja, obsesja, czytanie tak jak pisanie - bez zmrużenia oka.
Tradycyjne pisarstwo kontynentalne to jednak pisanie z emocjonalnego przymusu. Z konieczności. Pisanie takie to forma przeżycia i ratunku od chaosu szaleństwa i cierpienia lub po prostu nieznośnej nudy. To inspirująca forma doświadczenia, a nie jego “ciekawa” treść. Literatura skoncentrowana na formie, kompozycji zamiast wysiłku wymyślania ciekawych historii to czytanie, które polecam każdemu. Przede wszystkim tym, którzy giną we własnych myślach nad tym, co takiego autor miał na myśli. To, cytując Rolanda Barthesa “przyjemność tekstu”. I tylko tekstu, bez żadnych ukrytych lub “ciekawych” znaczeń, które napisane z "kreatywnym" wysiłkiem, z jeszcze większym wysiłkiem trzeba odczytać. Pokonując ADHD, dysleksję, lub innego rodzaju trudności. Mój ulubiony pisarz Peter Handke zaczął swoją karierę od publicznego oskarżenia współczesnych wymyślaczy “ciekawych historii” o …nudę.