Jako dorosły człowiek i profesjonalista mogę śmiało powiedzieć, że swoje przeżyłem i widziałem. Nic jednak nie wstrząsnęło mną bardziej niż doświadczenie prób bycia rozumianym przez niemądrych ludzi.
Wielu psychologów lub terapeutów par małżeńskich wymądrza się na temat natury relacji międzyludzkich. Zapominają jednak, że jedyny materiał z jakim pracują to wąskie grono ludzi dotkniętych w różnym stopniu przeróżnymi patologiami i trudnościami. Większość ludzi nie ma potrzeby dzielić się swoimi doświadczeniami z psychologami i nie szukają ich pomocy. Psychologowie i psychiatrzy nie mają do nich dostępu. Często nawet we własnym domu.
Po godzinach wielu psychologów i psychiatrów jest niemiłosiernie nudnych i upierdliwych. Analizują wszystko i diagnozują każde zachowanie. Wszędzie dopatrują się jakiejś patologii lub psychologicznego znaczenia. Spytani o to, czym jest normalność, milkną zażenowani. To dobry sposób na pozbycie się ich nieproszonego towarzystwa.

Formalna diagnostyka psychologiczna
Diagnoza psychologiczna powinna być rzetelna i prawdziwa. Przede wszystkim musi być jednak pożyteczna, funkcjonalna. Musi czemuś służyć. To nie jest cała prawda o jednostce. Jest tylko fragmentaryczna i zmienia się z każdą aktualizacją kryteriów diagnostycznych, które nieustannie ewoluują. Diagnoza to element planu działania terapeuty. Z niepokojem obserwuję powszechność auto-diagnozy jako formy budowania własnej tożsamości i używanie terminów diagnostycznych jako powszechnych inwektyw.
Podążając za tym trendem można odnieść wrażenie, że wszędzie są osoby narcystyczne, wiele osób ma przynajmniej "trochę-ADHD" albo jest "bardzo-OCD", albo że ryzyko traumy czai się za każdym rogiem. Troska o siebie, roztrzepanie, ulotna kreatywność, umiłowanie porządku to nie są choroby psychiczne.
Diagnoza bywa również używana jako narzędzie upokorzenia przeciwnika. Świetnym przykładem jest znana postać Elona Muska - w zależności od sympatii lub jej braku wymienia się z uznaniem jego niby genialny autyzm (w dzieciństwie formalnie zdiagnozowany jako "niedorozwój umysłowy" czyli retardation ) lub zarzuca rzekomy narcyzm.
Osobom, którym diagnoza nadała sens życia i sprawiła, że "wszystko nagle zaczęło mieć sens" kiedy dodali do swojego słownika jedno lud dwa nowe słowa, polecam nie poddawać się, na spoczywać na laurach i naprawdę popracować nad słownikiem i własną tożsamością. Czytanie książek, gazet i rozmowy z tzw. "normalnymi ludźmi" bardzo rozbudowują i komplikują tożsamość. Daleko poza wąski zakres nomenklatury psychopatologii.
Terminy kliniczne i diagnostyczne zostały stworzone tylko i wyłącznie po to, aby ułatwić dobór odpowiedniego leczenia oraz usprawnić komunikację między klinicystami. Nigdy nie posługuję się nimi poza pracą. Nikogo poza kliniką nie analizuję ani nie diagnozuję. Ludzie są na to zbyt skomplikowani, złożeni i znaczenie bardziej ciekawi.
Ignorowanie tego faktu ma okropne skutki - psychologizowanie własnego doświadczenia i odmienianie go przez kolejne terminy psychopatologii to po prostu wyuczony rytuały cierpienia, z którego trudno się wydostać. Język psychopatologii nikogo z niczego nie wyzwolił. Przeciwnie - wyuczył i ugruntował niepotrzebne cierpienia oraz spłaszczył wymiary ludzkiego doświadczenia:
-
zamiast smutku, żalu, rozpaczy, tęsknoty czy pospolitego doła - przeżywa się dziś niekliniczną depresję
-
zamiast poczucia skuteczności i sprawstwa wynikającego z dyscypliny i zorganizowania - dopuszcza się wahania tożsamości i kultywuje niepokój bycia obsesjonatem
-
zamiast uroków roztrzepania, meandrów dygresji umysłu - wszystko, co drżące i ulotne redukuje się do ADHD
-
entuzjazm, determinacja i wigor zostają zredukowane do manii i hiperaktywność
-
agresję, resentyment, arogancję i ignorancję usprawiedliwia się przeróżnymi terminami psychopatologicznymi.
Diagnoza psychologiczna to nie element budowania tożsamości. Diagnoza służy wy łącznie terapii. Większość firm ubezpieczeniowych nie akceptuje diagnoz starszych niż 3 miesiące. To za krótko, żeby przywiązać do nich swoją tożsamość i samowiedzę.
•••
Kilkukrotnie w czasie swojej pracy zawodowej byłem świadkiem postawienia diagnozy narcyzmu, psychozy lub nawet schizofrenii przez psychologów i psychiatrów osobom, z którymi po prostu się nie porozumiały lub weszły w antagonistyczną relację terapeutyczną. To nie są pomyłkowe diagnozy, ale spowodowane przez osobiste animozje, kompleksy niższości, resentymenty klinicysty. Są to przykłady nadużycia władzy, jaką dysponują klinicyści i są szczególnie niebezpieczne. W każdym przypadku reagowałem zgłaszając to do superwizji i organów nadzorujących. Jeszcze raz: to nie są diagnozy pomyłkowe, ale złośliwe. Są powodem dla rozpatrzenia, czy tacy klinicyści nadają się do tego zawodu. To nie jest problem, który można naprawić dodatkowym szkoleniem lub superwizją.
Znacznie poważniejszym problemem są diagnozy psychiatryczne i psychologiczne, które są skutkiem działalności przestępczej i służą zdyskredytowaniu niewygodnych ofiar lub świadków. Przypadki takie nie są wcale rzadkie i są kolejnym dowodem na absolutną arbitralność we współczesnej diagnostyce i praktyce klinicznej. Nie ma ani jednego badania fizycznego, które potwierdziłoby diagnozę psychiatryczną. Nie wierzę, żeby pojawiło się takie wkrótce. Szukanie pomocy w takich wypadkach wymaga skierowania się do uczciwych i zaangażowanych w swój zawód profesjonalistów.
Lektury i inspiracje:
On being normal and other disorders - Paul Verhaeghe - poruszające refleksje nad językiem i praktyką współczenej psychopatologii.
Constructions of Disorder: Meaning-making Frameworks for Psychotherapy - Neimeyer Robert & Raskin Jonathan