Nie pierdolę się przy stole w Seulu
Haneda to fantastyczne lotnisko i ogromny wybór papierosów. Wybieram, przebieram, próbuję. Nie mogę się zdecydować, w końcu czas na samolot. W samolocie do Seulu puszczają “Chłopów” Reymonta. Najnowsza ekranizacja. Nie mam prawa nic o tym pisać, bo poddałem się po 15 minutach. Ale i tak napiszę. To jedna z najciekawszych szkolnych lektur. Monumentalna i mroczna epopeja o ludzkiej naturze - starych dziadach, młodych panienkach, roztrzęsionych młodych mężczyznach rozdartych między problemami z kompleksem Edypa a żniwami. Stare baby, które odstawia się od pieca na zimę, żeby zaoszczędzić i pozwolić humanitarnie zamarznąć na śmierć. A wszystko ziemia pochłonie. Oglądając najnowszą ekranizację w kolorach kiczowatego impresjonizmu zrozumiałem, że to się dobrze sprzedaje w samolotach między Tokio i Seulem, między mangą i Tetris. Nie wytrzymałem i wylądowałem w Seulu bardzo naburmuszony. Jest szósta rano, szef recepcji mówi, że nie mają jeszcze ani jednego pokoju, że kongres, że nawet służbowe pokoje musieli wynająć. I że wita mnie w Korei “krainie porannego spokoju i harmonii”. To był naprawdę kiepscy dobór słów, więc od razu wyszły mi ciężkie zmarszczki na czole. Od razu się połapali. Wybiegam przed hotel. Chcę wołać pomocy zanim szlag mnie trafi. Chcę jak Maciej Boryna paść na trawniku przed hotelem i zejść z tego świata w spektakularnych konwulsjach, zrywając na kolanach pelargonie lub chociaż bratki. Nie ma trawników, żadnych klombów. Wszędzie minimalistyczny marmur. Manager recepcji biegnie za mną z parasolem, za nim recepcjonista z popielniczką. Będę palić, żeby się uspokoić. Po dwóch fajkach dostałem pokój.
W sumie fajna jest ta Korea. Taksówkarze są jeszcze bardziej narwani ode mnie, aż pasy zapiąłem. Na kolację za ogromnych bufetem dosiedli się do mnie starsi państwo. “Bo wyglądam bardzo apetycznie, kiedy tak jem i podskakuję na krześle z rozkoszy”. Pogadaliśmy o życiu, świecie i że wszystko na psy schodzi. Dostałem kilka darmowych drinków od szefa sali, “bo naprawdę aż miło patrzeć tak mi musiało smakować”. Nie pierdolę się przy stole.