
Zamieszki polityczne w Hongkongu. Poznaję Pana Mariuszka i potem jestem cały ufajdany we krwi.
Gdzie pojadę, tam zawsze ludzie chcą mnie poznać “za kimś takim, jak ja”. Przynajmniej obiecują mi, a potem nic z tego nie wychodzi. Raz skończyłem w klubie polonijnym na Tasmanii jedząc kapustę kiszoną i pijąc żołądkową gorzką. Była rozwodniona, co za desperacja. Poza tym wszyscy odpadli po kilku kielonkach, więc jadłem tę kapustę sam. Polacy wcale nie są podobni do siebie.
Aż w końcu znowu utknąłem w Hongkongu. Tym razem zamieszki polityczne. Przejęcie z Chin. Zawrócili mnie z lotniska, bo zostało zamknięte, do hotelu! Wróciłem do Interconti i to na koszt komunistów. Super! Stwierdziłem, że to świetny zbieg okoliczności na operę chińską. Więc kazałem się zawieść. Widzę, że pół sali jest pusta, a ja jestem jedynym białym. Mimo to i dlatego, mam czekać “aż się miejsce zwolni”. Pokazuję palcem, że pół widowni jest wolna, a starsza pani, mi mówi, żebym nie pyskował. W końcu zwolniło się miejsce. Mam siedzieć między dwiema starszymi paniami. Pytają się, czy potrzebuję libretto. Mówię, że nie, bo i tak wszędzie jest to samo - miłość, zazdrość, porzucenia i w końcu ktoś umiera. Były pod wrażeniem, więc dały mi spokój. Wyszedłem jednak wcześniej, bo w ramach godziny policyjnej mają ograniczyć taksówki.
W hotelu czeka na mnie człowiek. W końcu ktoś ma być podobny do mnie - twierdzą z przekazaną wiadomością w recepcji. W ogóle nie jest podobny. Cały ubrany na biało. Ja lubię białe buty, bo podkreślają moją niewzruszoną niewinność. Ale nigdy nie śmiałem tak cały na biało. Tak jak on, mam się ubrać na biało i idziemy na steki. Uwielbiam steki, więc w ogóle nie zadaję żadnych pytań. Wszyscy zwracają się do niego Sir Mariooshek, co bawi mnie, ale jakoś czuję, że nie powinienem tego okazywać. W ogóle nie sprawia wrażenia kogoś, kto używałby zdrobnień. Mamy iść na steki, na 65-te piętro. Bronię się, że mam lęk wysokości, że tam pewnie nie ma gdzie palić, i że na takich wysokościach jedzenie musi smakować jak w samolocie. Chcę zaproponować sajgonki gdzieś na ulicy, ale porzucam ten pomysł pod naporem tempa rozwoju wydarzeń. Dano mi do zrozumienia, że trochę zawracam dupę, ale zawracanie dupy leży w mojej naturze, więc ucieszyłem się trochę i zrobiłem sobie nadzieje.
W drodze pytam się, czy steki są krwawe czy krwiste. Oraz zadaję kilka innych pytań, ale dowiaduję się, żebym się zamknął w końcu, tyle nie pierdolił, żebym rozejrzał się i nosił się z godnością jak inni wokół nas. Odpowiedziałem, że gdybym miał metr pięćdziesiąt, to też bym się nosił z godnością. Tymczasem mam dwa metry wzrostu, urodziłem się przerysowany i groteskowy. Poza tym gadanie poprawia krążenie ogólnoustrojowe i zapobiega hemoroidom. W windzie wiem, że powinienem to jakoś uzasadnić, ale nie wiem, co powiedzieć. Obaj jesteśmy cali biali i jemy te steki. Wszyscy wokół są też biali i palą, więc jakoś się rozluźniłem. To taki dress code - a już myślałem, że to znowu jakieś pretensjonalne sex party. Potem ufajdałem się cały tą krwią z tych steków, więc wróciłem do tematu poprawności językowej, czy krwiste czy krwawe. Słyszę, że jak się nie opanuję, to po tych krwawych stekach będę miał krwiste hemoroidy. Wydaje mi się, że jest dokładnie odwrotnie z tym co jest krwiste a co - krwawe, ale już nic nie powiedziałem. Potem piąteczka, bo “żółwiki są dla niedorozwiniętych” i poszliśmy przepłukać się jakimś winem. Pan Mariuszek narzeka na lokalną "sytuację polityczno-ekonomiczną", że chińscy komuniści chcą wyżydzić Żydów z Hongkongu. Oczywiście muszę mieć coś do powiedzenia, więc dodaję, że na pewno wszystko się ułoży, że Żydzi i Chińczycy to nie bez powodu najinteligentniejsi ludzie na tej planecie. Że to żaden spisek tylko brutalna selekcja naturalna. Przez moment poczułem się użyteczny.
Sprawy załatwione, mamy deal, ja ma siedzieć cicho i czekać. Od razu odpowiadam, że to niemożliwe, żebym tak siedział cicho i czekał. Że to wbrew mojej naturze, charakterowi, osobowości, temperamentowi i stylowi wiązania. Ale słyszę, że sam się przekonam, że to możliwe i żebym spierdalał. Rano na kiblu miałem wrażenie, że jestem na pograniczu niedokrwistości ogólnoustrojowej i w ostatniej chwili uchroniłem się przed krwawymi hemoroidami. Zastosowałem znaną od przedwojnia metodę Witkacego, o której pisał. Nie będę teraz się nad tym rozwodził. Brak możliwości gadania w czasie snu, wyraźnie mi nie służy. W ogóle spanie jest jednak nie dla mnie. Mam poczucie straty czasu. Nawet nie ma z kim pogadać. Nawet ze sobą nie można pogadać. We snach tylko patrzę i słucham.
Rano obudziłem się z dziwnym poczuciem jakbym podpisał tym krwistym stekiem jakiś cyrograf. Sprzedałem duszę diabłu, więc wyostrzył mi się apetyty i poszedłem na śniadanie. Za bufetem śniadaniowym tego hotelu, już wiedzą, że jestem trudny, więc wszystko było fajne i smaczne.
Potem musiałem te białe zakrwawione spodnie i koszulę namoczyć. Wiem, że tak trzeba. Za każdym razem, kiedy policja przyjeżdża do nas do pracy, drą ryja, żebym się tyle nie produkował, tylko zapierdalał z mopem nad tą krwią. Bo krew sucha to najgorsza sprawa na miejscu zbrodni. Sprawdzałem, to prawda. Od tego czasu już tak mam odruchowo i po każdym takim pacjencie z nożem ja od razu rzucam się do mopa i namaczania wszystkiego.
Kamień spadł mi z serca i po 15 latach w końcu przestałem jeździć objuczony walizkami. Wszystko zostawiam za sobą w Hongkongu. Otworzyli znowu lotnisko i mogę wracać. Nareszcie na lotniskach mam wolne ręce, więc kupię sobie wolnocłowe przeterminowane Toblerone. Jak normalnie ludzie. W gazecie przeczytałem, że Żydzi zostali zmuszeni do sprzedania komunistom Cathey Pacific. Łezka wzruszenia, co było, nie wróci.