top of page
IMG_0596.JPG
IMG_2452.jpeg

Pomieszkuję z seryjnym mordercą. Tak jak przewidywałem - jest fajnie, ale pojawiają się jednak drobne napięcia. Kolejny rok w osadzie Aborygenów. 

 

​

Kiedy Młodszemu Koledze urwał się film, zainteresowanie psychologią, ludzką naturą i rzucił to wszystko w cholerę, zamieszkałem w końcu sam. Nie na długo. Akurat zwolnili z więzienia najbardziej seryjnego mordercę w całej naszej osadzie. Przyleciał specjalną awionetką, bo jest panem na włościach i tradycyjnym liderem plemiona i ziem wokół po horyzontu, za horyzont i potem jeszcze trochę samolotem dwie godziny do najbliższej szosy. Wszystko i wszyscy jego! Poszatkował w kostkę kilka kobiet maczetą, dlatego zamieszka koło mnie. Bo ja nadal mogę, a inni już nie mogą - tak usłyszałem. Ucieszyłem się, bo w sumie jak inaczej mogłem zareagować.  Zawsze się cieszę w takich chwilach, w których nic już nie można zrobić innego tylko właśnie ucieszyć się. To trochę tak z uznaniem dla mojego profesjonalizmu - podobno i spadł mi ten morderca z nieba - usłyszałem. 

 

​

Po chwilach radości oczywiście rozpoczęły się drobne napięcia. Budzenie w środku nocy, z maczetą w ręku, żebym wyskoczył ze szluga.  Zawsze mówię, że szlugi nie rosną na drzewach, a na groźbę zajebania powiedziałem, że nie mam na to siły, że jestem zmęczony, że nie mam czasu teraz umierać i poszedłem spać. Naprawdę trochę zrobiło mi się przykro, prawie tak przez łzy: przez ostatnie trzy lata zasuwałem 12 godzin na dobę 7 dni w tygodniu. 

 

​

Potem doczytałem sobie. W przeciwieństwie do kultur prymitywnych, w azjatyckich i europejskich kontrola społeczna odbywa się za pomocą - odpowiednio - zinternalizowanego wstydu i poczucia winy. U aborygenów kontrola odbywa się po prostu za pomocą strachu, zastraszania - muszą sobie pogadać. Groźby karalne nie istnieją, doniesienie ich na policję może tylko pogorszyć sytuację. Na każdą groźbę trzeba odpowiedzieć groźbą i w ten sposób przebiega wiele rozmów. Najstraszniejsi, najwięksi czyli najgrubsi jedzą najpierw, dzieci jedzą na końcu. To akurat już znałem z Polinezji. 

 

​

Następnym razem, kiedy przyszedł po szlugi w środku nocy z nożem wskazałem palcem ducha za jego plecami i uciekł przerażony. Po kliku dniach znowu kogoś pokroili w nocy w kostkę. Kilka metrów od mojego łóżka. W ogóle nic nie zauważyłem, wszystko przespałem. Tylko to dziwne uczucie niezwykle głębokiego wyspania rano. Muszę przestać spać z tasakiem, bo w końcu się pokaleczę i to zupełnie przypadkiem. 

bottom of page