Międzynarodowy Dzień Osób Niekochanych.
Wypatruję w kalendarzu i jak co roku, świętuję z religijnym oddaniem i namaszczeniem. Ściągam z netu Chylińską, może jeszcze Łzy “Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka” czasem “Zabij się, nikt nie lubi tutaj cię”, tak, dla podkręcenia atmosfery, kiedy się nie klei. Takie kolędy i pieśni okolicznościowe. Zamiast sianka po obrusem po prostu wkładam siano, żeby rosło na moim nieszczęściu i przyniosło szczęście w czarnej godzinie.
Po tradycyjnej i uroczystej wieczerzy przeglądam kolekcję nekrologów - zbieram wszystkie. Uaktualniam ulubione zakładki w grobonecie. Sprawdzam, czy już wszystkich w grobonecie dodali i nie dodali jeszcze, więc czuję jakby to było wczoraj. Od razu myślę o niepotrzebnych kosztach. Trzeba uaktualnić tablice na cmentarzach. Każda literka i cyferka kosztuje dodatkowo. Ktoś reklamuje wyryte w marmurze QR-cody - jestem pod wrażeniem eleganckiego minimalizmu. Dlaczego inni tak nie robią? Po co tyle wrażliwych informacji? Po po co to jątrzyć? Co jeszcze? Pesel? Zlecam wygrawerowanie: same lata od do i bez żadnych dat zgonów czy urodzin.
Podliczyłem, ile zaoszczędziłem. Policzyłem, ile zaoszczędziłem na informacjach wrażliwych i pokrzyczałem jeszcze przez telefon z drugiego końca świata. Tutaj jest noc, znowu w jakimś hotelu. Nie lubię, kiedy cały mój świat nie śpi, bo mają same południe, a ja mam tu środek nocy, mam spać i nie śpię. To niebezpieczne, więc podniosłem jeszcze raz głos i zagroziłem, że zaraz tam przyjadę. Pakuję się, ubieram, żeby nie być gołosłowny, ale zasypiam od razu i na golasa.