

Polityczna poprawność w praktyce klinicznej
Przykład 1.
Trzeci rok siedzę na tej Wyspie na Pacyfiku. Śpię na linii zmiany daty, więc większość telefonów przychodzi w nocy, jakby we śnie, ale przecież nie da się spać. Jest telefon z Centrali w Ameryce. To pilne - słyszę szefa w słuchawce. Jeden z podopiecznych to Afroamerykanin, nastolatek, znany raper. Matka to czarnoskóra profesor prawa UCLA i działaczka Black Lives Matter. Od czasu, kiedy na rapie zaczął zarabiać więcej od matki, ta zaniepokoiła się oczywiście jego zdrowiem psychicznym. Kokaina to nic, w końcu ma ADHD więc to naturalne i prawie organiczne lekarstwo. Ale heroina jest jednak za bardzo organiczna. Więc wysyła go na przymusowe leczenie do nas na Wyspę. Po kilku tygodniach właśnie ten pilny telefon w nocy od szefa. Że czarna mama zdzwoniła, że nie chce czarnego terapeuty dla syna, ani żeby nie dzielił pokoju ani nie przystawał w ogóle z innymi naszymi czarnoskórymi podopiecznymi. Czarnoskóry szef nie ma wyboru i oczywiście musi mnie obudzić z tą rewelacją w środku nocy, że od jutra chłopak pracuje ze mną. Żebym się przygotował, ale broń Boże nie wyspał. Rano idę do pracy i z lokalną szefową zaprowadzamy segregację tego chłopaka. Matka z Black Lives Matter nie chce, żeby chłopak był “pod złym wpływem, nieodpowiedniego towarzystwa i ma być tylko wśród białych chłopaków”. Na tym etapie wiem, że mi wszystko jedno, żeby za dużo nie mówić, a więcej robić. Szczególnie jeśli mają precyzyjne polecenia, nie dyskutować. Płacą kilkadziesiąt tysięcy dolarów za każdy miesiąc naszej pracy. Klient nasz pan - lubię sobie to powtarzać, kiedy mam kiepski nastrój w pracy. W ciągu pierwszej godziny wraz z lokalną szefową kampusu wszystko segregujemy - czarne od czarnego i do białego - wokół chłopaka i na koniec obiecujemy sobie pójść na miasto po pracy i coś wypić dla poprawy i wymieszania nastroju. Lokalna szefowa jest czarna, ja - biały. Pomieszaliśmy jakieś koktajle i było fajnie. Potem poszliśmy poprzymierzać sarongi na gole dupy. Ja ma dwa metry wzrostu, ona jest pięć razy większa ode mnie, więc nie ma różnicy. Do dziś lubię te w hibiskusy.
Przykład 2.
Kolejny Afroamerykanin ma przyjechać na roczną terapię na Wyspie. Jest jednym z kilkorga rodzeństwa przejętych przez opiekę społeczną po tym, jak oboje rodziców zmarło w wyniku przedawkowania. Całe rodzeństwo adoptowane przez dwie białe lesbijki, jedna jest prawniczką w New Jersey a druga medykiem. Z papierów wynika, że ma diagnozę zachowań opozycyjno-buntowniczych, wcześniej w terapii, która nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Kolejny młody psychopata? Odbieram z lotniska. Jest spokojnym i bardzo miłym młodym człowiekiem. Jest przerażony trzecim światem za oknami samochodu. Próbuje poradzić sobie ironicznym żartem. Nie jest taki głupi. Po kilku dniach zauważam, że tak bystrego i uzdolnionego akademicko pacjenta jeszcze tu nie mieliśmy. Żal mi go, zmarnuje się w naszej “szkole” prowadzonej przez maoryską nauczycielkę od wszystkiego czyli niczego. Wstępna rozmowa z rodzicami lesbijkami. Syn ma “robić sceny przy ludziach”, nie słucha się, jest nerwowy i kilka innych uwag. Lesbijki są zachwycone, że wyglądam na geja. Ostentacyjnie nie zachwycam się w swojej milczącej reakcji. Potem pierwsza sesja z pacjentem. Opowiada o awanturach w domu i na ulicy. Uważa, że wszystkie są wywoływane przez obie matki. Jedna z nich ma robić sceny przypadkowym ludziom, którzy patrzą na nią “homofobicznym” okiem. Syn nie może się pogodzić z nieustannymi wybuchami złości i kłotniami lesbijek w domu, w centrach handlowych itd. W końcu zaczął podchodzić do przechodniów i prosić przypadkowych ludzi o pomoc. Prosił, żeby ktoś go zabrał na policję, bo nie chciał już z tymi “zwariowanymi zboczonymi kobietami” żyć pod jednym dachem. Że wstydzi się za nie. Stąd diagnoza opozycyjno-buntownicza. Jest homofobem - twierdzi matka lesbijka. Stąd pomysł na naszą karną psychoterapię. Nie chcę tego robić, ale szef uparł się, żeby “pomóc chłopakowi”. Z rozmów z matkami wynika, że są przekonane, że jego pogarda dla ich lesbijskiego stylu życia i awanturniczego temperamentu jest spowodowana homofobią, a ta - traumą rasizmu. Ciekawa koncepcja. Dlatego wysłały go na Wsypę polinezyjską, żeby “spędził czas ze swoimi czarnymi braćmi”. Od razu odpowiadam, że Polinezyjczycy to potomkowie Azjatów, tylko ciemnoskórzy, na pewno nie czarni i nie mają nic wspólnego z Afryką i Ameryką. Nic nie odpowiedziały. Są ludzi, którzy nie rejestrują pewnych faktów. To nawet nie przemilczenie z zażenowania. Oni wydają się po prostu niezdolni do zarejestrowania pewnych faktów poruszonych i zwerbalizowanych w rozmowie. Ale to nie mój problem. Po kilku sesjach z chłopakiem dowiaduję, się że nudzi się z maoryską nauczycielką. Wszyscy jej nie lubią, ale żeby się nudzić?! Nasz program nauczania jest gorszy od nauczania specjalnego. Obserwuję jego szkołę i naukę. Jest geniuszem akademickim w porównaniu do reszty naszych dzieciaków. Zmarnuje się z tą naszą nauczycielką. Jest potencjalnym kandydatem na studia prawnicze lub medyczne. Po kliku sesjach wybucha płaczem i prosi, żebym go nigdy więcej nie wysyłał z powrotem do domu lesbijek. Że lokalsi śmierdzą i że już w tym zadupiu też nie może wytrzymać. Proponuję mu pomoc, proszę o cierpliwość. Po dwóch tygodniach siedzi w samolocie do Ameryki. Nie wraca do domu. Załatwiłem mu miejsce w prywatnym koledżu w Kalifornii, najdalej jak się da od matek, ale za to w szkole, która ma odpowiedni program, żeby przygotować go do ambitnych studiów. Przekonałem do pomysłu jedną z matek, nie tą krzyczącą na przypadkowe homofobiczne spojrzenia, ale tą drugą, która zatrzymuje się, żeby przeczekać i przeprosić przypadkowych przechodniów. Szef wkurzył się na mnie, nie dzwonił przez dwa dni. W końcu straciliśmy klienta, “terapia to biznesplan, a nie jakieś tam fiu bździu”. Świat jest skomplikowany, a ja nie spałem po tym przez całą noc.