top of page
IMG_0866.jpeg

Dowiaduję się, że jestem męską szowinistyczną świnią. Jestem zachwycony, ale jestem w pracy, więc muszę powiedzieć, że wypraszam sobie.

​

Dostaję do pracy kolejną rodzinę lesbijek i jedno dziecko. Chłopak ma 16 lat więc prawie nie-dziecko. Jestem zachwycony, bo tacy rodzice będą online i na odległość. Mam ogromnego pecha i jeszcze nie spotkałem rodziny lesbijek, która nie okładałaby się po twarzach niemal rutynowo. Statystyki demograficzne o przemocy domowej to potwierdzają, więc naprawdę mam pecha i cieszę się na odległość. Dziecko to nastolatek, nieśmiało twierdzi, że gwałcony przez poprzednią partnerkę matki, więc chłopaki na kampusie śmieją się z niego niemiłosiernie. Na szczęście nowa partnerka mamy ma być normalniejsza i tylko krzyczy o męskich szowinistycznych świniach i gwałcicielach. Na ekranie matka biologiczna z banku spermy wygląda faktycznie trochę pogwałcona. Nowa partnerka od razu kontynuuje kazanie o męskich świniach z poprzedniej terapii. Nie jestem jeszcze w temacie, więc siedzę cicho i się uśmiecham wyrozumiale. Nie przerywam, bo nawet nie ma jak. Już się zastanawiam skąd ma taki wdech na takie krzyki, ale po kilku minutach jest rzut kamerą. Uwielbiam takie momentu w terapii. Już chcę pocieszyć siebie i dzieciaka, że mamy przerwę, bo żadna kamera tego nie przetrwa, a tu słyszę ciąg dalszy. Czuję się zacofany, bo nie wiedziałem, że są kamery do terapii rodzinnej, które wytrzymują rzucanie o ścianę. Jestem trochę oszołomiony, ale przede wszystkim jednak zawiedziony. Miałem nadzieję, na dłuższą przerwę. Więc dalej wysłuchuję kazania o męskich świniach. 

 

Nowa partnerka mamy jest wykładowczynią na gender studies. Nic poważnego, tylko jakiś koledż w Kentucky. Wydziera się i wydziera, że dzieciak nie może zostać męską szowinistyczną świnią i gwałcicielem jak jego ojciec - anonimowy dawca z banku spermy. To w sumie najciekawszy przekaz jaki zapamiętałem. Nie było co i jak powiedzieć i nikt nie oczekiwał, że powiem cokolwiek, więc tylko powiedziałem, że czas minął i się rozłączyliśmy. Szkoda mi dzieciaka, mogłem w sumie powiedzieć, że przecież od lat jest na leczeniu w męskich szkołach i że tu w sumie nikogo nie gwałcą, bo są sami mężczyźni. Sprawy same wychodzą w praniu. Bez przemocy. Ale może i dobrze, że nic nie powiedziałem. Potem jeszcze kilka takich sesji z gumową kamerą, rzucaniem jej o ścianę i wywodach o gwałcicielach i gender studies. 

 

Zadzwoniłem do Centrali w Las Vegas spytać się w sumie po co ten dzieciak tak od przedszkola w tej terapii. A więc dowiaduję, że po zgwałceniu przez poprzednie partnerki matki dostał ADHD, potem psychozy na lekach na ADHD i od końca przedszkola jest na Abilify czyli ostrym antypsychotyku. Od tych leków stracił też koordynację gałek ocznych. I że “mógłbym nad tym popracować”. Chciałem się spytać jak? Palcem mam mu je skoordynować? Dlaczego jest w terapii? Szef odpowiada, że “mamom znudziła się zabawa w dom i regularnie jeżdżą na European Vacation, nie mają go z kim zostawić, więc od 10 lat jest w szkołach terapeutycznych z internatem”. W Ameryce już tylko czarnoskóry terapeuta ma jaja, żeby coś takiego powiedzieć o lesbijkach i rodzinach LGBT. 

 

Po kilku miesiącach wysłuchiwania pokrzykiwania o gender studies dowiaduję się, że dokonałem jakiejś poprawy. Dzieciak przestał bić wszystkich za krzywe spojrzenia i nawet przestał oblewać przypadkowych ludzi wrzątkiem. Wow! Nie wiedziałem, że w ogóle działałem. Zabrałem go po prostu na zakupy i kupiłem mu kilka kilo cukierków. Na kampusie ma zakaz dostępu do cukru z powodu ADHD. Nie wiedziałem, że można zjeść cztery funty cukierków w 15 minut i przeżyć. Na mieście powiedział mi, że nie chce wracać z cukierkami na kampus, bo musiałby się dzielić. Swój chłop - pomyślałem. Poza tym cukier miał zbawienny efekt na jego zdrowie psychiczne. Muszę to jeszcze zbadać, ale efekt był prawdziwy. Kiedy dostałem tydzień wolnego, przywiozłem mu torbę czekolad z Dubaju. Od razu zaobserwowałem kolejny etap gwałtownej poprawy. Potem zasugerowałem, że może dzieciak jest za młody na te psychotropy, i tak przecież nikogo nie zgwałci i że nie ma żadnych genders w okolicy. Po odstawieniu Abilify poprawiła mu się koordynacja gałek ocznych. Hurra! miałem rację. 

 

Potem, po kilku latach na Wyspie i po tym jak przyjechał nowy terapeuta. Sprawdziłem go, że pukał nastolatki na koksie w Kalifornii i to jako nauczyciel - dałem sobie siana i wróciłem do cywilizacji. Zostawiłem dzieciaka za sobą z nowym terapeutą. Po miesiącu w Australii dostałem wiadomość, że dzieciak poznał lokalną dziewczynę, Samoankę, że nie zgwałcił jej, jak obawiały się matki-lesbijki. Ale za to nowy terapeuta zgwałcił mu ją niemal na jego oczach. I to bez koksu! Więc jeszcze wrócę do tego dzieciaka. W Australii. 

bottom of page